Aby nikt nie musiał czekać, od razu przechodzę do skrajności. Choć powoduje to niezwykle wiele nieszczęść i goryczy, większość Ziemian jest zainteresowana jedynie byciem najlepszym Ziemianinem. Powoduje to, że z definicji cała populacja planety jest nieszczęśliwa – poza tym jednym, który wyprzedził pozostałych.
Tak więc, najlepsza nazwa świata. Oczywiście, to Apple. Dlaczego? Bo dużo zarabia, a to zatyka usta i wyobraźnię każdemu, kto chciałby wypowiedzieć się w tej kwestii.
Nie trwało to długo, prawda? Z nazwą na drugim końcu skali jest trudniej. Taka, która jest tak zła, że zasługuje na wyróżnienie, nie była by aż taka nieudana – bo jednak czymś się wyróżniła. Nie jest to wiele, ale jednak coś – wydobycie się z ogromnego rynku niepamięci, na którym konkurują o rozmiar przegranej setki tysięcy marek.
Najgorszą nazwą nie będzie więc taka, którą z powodów wyjątkowo groteskowych cech zapamiętaliśmy; zdolność do bycia zapamiętaną jest już przecież zaletą (w tym przypadku jedyną, więc możliwe, że nie wystarczającą).
Najgorszą nazwą na świecie jest taka, która choć istnieje, nie została zapamiętana przez nikogo, i nikogo do niczego nie przekonała. Nie możemy więc jej poznać– jest jak czarna materia, która zagina czas, nie dając się zobaczyć ani zbadać. Jak cząstka bez masy i energii, miliony ich przemierzają rynki i światy. Wiemy, że tam są, ale ich nie widzimy, albo po sekundzie o nich zapominamy.
Nazwa Apple jest tak droga, że nie da się o niej pisać. Najbardziej nieudana nazwa świata jest tak nieudana, że nikt nie zwrócił na nią uwagi – o niej też nie da się więc pisać.
o tym nie należy mówić.
