19 listopada 2013

Farel — wiosna zimą
(ale tylko dla stóp).

Takie nazwy po angielsku nazywają się 'genericized trademarks' — czyli nazwy zgeneralizowane. Hiszpanie mówią na nie 'marcas vulgarizadas' — czyli wiadomo. Zanim ktoś zacznie narzekać, że to termin nieprzetłumaczalny (bo u nas wulgarność czy generalność oznaczają coś innego), śpieszę z nowiną. Da się. Trzeba tylko znać język polski (a nie złotopolski).
To była losowa, niewymierzona w nikogo złośliwość mająca wydłużyć ten wpis. Proszę się nią nie przejmować.

Pojęcia, które wzięły swój początek
od zastrzeżonej handlowej marki, to nazwy
s p o s p o l i t o w a n e. Piękne słowo, i wcale go nie wymyśliłem. Nie jest związane z pospolitością jako przeciętnością, a raczej tą w 'Rzeczpospolitej'.

Najsłynniejsze nazwy tego typu to aspiryna, elektroluks, walkman, termos, a nawet celofan (kiedyś opatentowany przez DuPont). Na naszych oczach podobny los spotyka Google (w którym googlujemy, gdy chcemy coś wyguglać).

Również Polacy mają takich nazw przynajmniej kilka, a dziś czołową z nich zostaje — F a r e l k a. Ciepła, poczciwa i pracowita. Ratuje kolejne pokolenia Polaków przed skutkami nieoczekiwanej zimy albo pracowicie wykrakanej awarii ogrzewania. O ileż milej brzmi tak zmieniona nazwa! W oryginale był to przecież Farel. Nazwa ta prawdopodobnie jest skróceniem pełnej nazwy fabryki.

'Farelka' zamiast 'Kętrzyńskiej Fabryki Sprzętu Elektrotechnicznego'. Pospolicie, ale nieprzeciętnie. Krócej, lepiej i cieplej.

2 komentarze: