11 grudnia 2013

Jak kocha,
to zagłosuje.

Jakie szanse miała by partia polityczna o nazwie 'Polacy Kochają Polaków'? Skrót PKP brzmi znajomo, ale też nie ma zbyt dobrego wizerunku. Są jednak na świecie miejsca, w których miłość nie kojarzy się źle, wręcz przeciwnie — zwycięża (w wyborach).

Tym krajem pełnym ciepłych uczuć jest Tajlandia, gdzie jeden z najbogatszych i najbardziej wpływowych polityków przez dziewięć lat (1998-2007) działał pod szyldem partii 'Thai Rak Thai' (พรรคไทยรักไทย dla dociekliwych), co po nadwiślańsku znaczy 'Tajowie Kochają Tajów'.

Wśród rozchwianych platform, porozumień i stronnictw taka nazwa rozczula. Do tej pory słyszeliśmy, że Tajów kochają bogaci Szwedzi i starzy Niemcy. Teraz okazuje się, że miłości w życiu publicznym jest tam jeszcze więcej.

Jak taka nazwa mogła by brzmieć u nas? Polak Polaka — co? A może Polak Polakowi...? Cokolwiek to by było, miłość jest wykluczona. Nie możemy być przecież drudzy. Wiemy wszak wszyscy, że prawdziwa miłość jest tylko jedna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz