15 listopada 2015

Tsu.co, czyli co?

Tsu? Tsū?! Trzy litery wystarczą, plus dwie na domenę (nietypowe co zamiast com). Razem pięć liter złożyło się na sukces – przynajmniej promocyjny – Sebastiana Sobczaka, amerykańskiego e-biznesmena polskiego pochodzenia. Do zdobycia sławy wystarczył pomysł (jak banalnie!), który dopiero teraz wydaje się prosty. Tsū ma być nowym Facebookiem, który dzieli się z użytkownikami zyskiem, czyli płaci im za aktywność — kliki, lajki, zdjęcia i komentarze. Im więcej, tym drożej, a więc lepiej.

Kto by się nie zainteresował? Internauci na pewno, ale również Fox TV, Wired, sam Facebook i dziesiątki innych mediów. Trwają więc wywiady, trwają zaproszenia i zapisy, a Wielki Niebieski Portal zakazał nawet wspominania o nowym konkurencie, co oczywiście pomogło mu jak nic innego. Czy rzeczywiście będzie się czym dzielić, pokażą najbliższe miesiące (które tu są odpowiednikiem lat w innych gałęziach biznesu).

Co oznacza nazwa Tsū? Inspiracją był znak japońskiego pisma przypominający uśmiechniętą emotikonkę: https://pl.wikipedia.org/wiki/Tsu_%28kana%29 Jej wybitna zwięzłość samo w sobie jest nawiązaniem do azjatyckiego minimalizmu, a przypadkowe podobieństwo uzupełnia go o jankeski optymizm. Mało liter to mało do zapamiętywania to mniej pracy dla mózgu, a lubimy mieć mało pracy. Czy polubimy Tsū?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz