4 listopada 2013

Google w Polsce
nazwało by się Brinet.

Wszystko jest prostsze, gdy się przyjmie prymitywne kryteria. Również znalezienie nazwy można sobie ułatwić. Cóż jest bowiem trudnego w połączeniu nazwiska z określeniem branży? Założyciele Google'a tak nie zrobili
— ale przecież mogli.

Pierwszy z nich, Larry Page, odpadłby od razu ze względu na zbyt pospolite nazwisko ('page' to 'strona' po angielsku). Siergiej Brin nie miałby już tego problemu — drudzy zostaną pierwszymi,
mówi Pismo.

Nazwa dla wyszukiwarki internetowej powstaje więc przez dodanie 'Brin' do 'internet'. Brinternet, czyli Brinet, bo krótkość (głupawa siostra zwięzłości) uważana jest za jakość wśród tych, którzy tworzą nazwy w powyższy sposób. Panie, Panowie — oto Brinet. Proste? Bardzo proste,
a może raczej — prosto wykonane.

Wyobraźmy to sobie — brinujemy zamiast googlować, sprawdzamy pocztę na Bmailu, a Brinet staje się jedną z najpopularniejszych i najbogatszych marek świata (konkurując tylko z powstałym niedługo potem Zuckerbookiem).
Czy jednak?

Wykorzystując w nazwie matematyczne określenie liczby-giganta ('googol'), panowie Page i Brin jak gdyby zaklęli rzeczywistość, tworząc firmę, która obraca liczbami (i sumami) rzeczywiście gigantycznymi. Ich nazwa przepowiedziała im przyszłość.
Co może przepowiedzieć, przywołać i zakląć nazwa powstała od nazwiska założyciela? Zapewne głównie jego samego. Zgodnie z nazwą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz