Najpierw sławny był Prokom, sławna marka sławnego Ryszarda Krauze. Część tej sławy spadła na mało sławną firmę Asseco, która w 2008 roku połączyła się z Wielkim Komputeryzatorem. Sława, niczym przesuwająca się plama światła, dotarła później i do mniej znanego partnera. Teraz sławne jest głównie Asseco, a Krauze sławne ma przede wszystkim kłopoty.
Taką nazwę można by tłumaczyć na bardzo różne sposoby, ale najmilsza jest nam, jak wiadomo, czysta prawda. Oto ona — nazwa Asseco swe brzmienie zawdzięcza przypadkowi. Nie w tym sensie, że nikt się nad nią nie zastanawiał — bardziej w takim, w jakim przypadkiem w dużym stopniu jest wygląd dziecka. Oczy po mamie, nos po tacie — ale skąd wzięła się cała reszta, DNA jedno wie.
Asseco to połączenie – w nazwie i w biznesie – polskiej firmy Comp Rzeszów i słowackiej Asset Soft. Niezwykły przykład na to, że dwie nie zasługujące na pochwałę nazwy dają w efekcie trzecią, która przejęła od rodziców zalety, nie dziedzicząc wad. Ojcowie – lub matkowie – tej marki mogą być dumni, choć z uwagi na rolę przypadku zapewne nie ma z czego.
Asseco — to znaczy, że czasem coś się po prostu udaje, choć nikt nie przyłożył do tego ręki.
Czy można znaleźć lepsze słowo na niedzielę?
23 marca 2014
Asseco,
czyli co?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz